playlist artwork#12 this weekPierwszy pocałunek

by Usta

Tracks

1 4:21 11937 listens
2
CDQ
3:13 6427 listens
3 4:13 4290 listens
4 3:01 3281 listens
5 2:17 2926 listens
6 4:25 2232 listens
7 3:53 2336 listens
8 3:36 1819 listens
9 4:01 1475 listens
10 3:26 1251 listens
11 18:57 1102 listens

About this album

  • Updated: 27/06/2008

 

Do powstania tej płyty swoje ręce przyłożyli m.in.:
Jarosław Lipszyc (teksty)
Jan Duszyński (syntezator i większość kompozycji)
Tomasz Januchta (kontrabas)
Michał Górczyński (dęciaki)
Paweł Maruszak (perkusja)
Paweł Gębicki (perkusja)
Mateusz Adamczyk (reżyser dźwięku)

 

Grali z nami:
Masło, Staś, Kasia, Mitsuro, Duniek, Tomek Świtalski, Bagieta, Tomek Pokrzywiński i inni

 

Macio Moretti (grafika)

 

Recenzja - Mateusz Flak, Tygodnik Powszechny 03.04.2005 (nr. 14/2908)

 

 

The tracks of this album are published under a Creative Commons licence, check the licence associated to each track.

Reviews for "Pierwszy pocałunek"

36 reviews


  • Write a review
Gaby Cardoso

Muy bueno!

Report this review (spam, insults, etc.)

Gaby Cardoso • 2010-01-16 00:34:16

Felicitaciones, estoy escuchando este àlbum, tan artistico, original y de tan buena calidad. Varias canciones son mis favoritas, todo suena muy cuidado. Saludos y exitos desde Argentina!
viltrio

Muzyka totally XXI century

Report this review (spam, insults, etc.)

viltrio • 2009-01-03 12:22:23

Znowu zgłębiamy fenomen Jamendo. Płyta, o której piszę pochodzi z Polski, zespół nazywa się “Usta” i grają trudną do zdefiniowania muzykę złożoną z rytmu, równoległych dźwięków i przeciwstawnych nastrojów. Zaczyna ją jednostajna “Bańka Mydlana”. Sympatyczny, zabawny zamysł, oparty na postępującym, stłumionym basie, na który często zachodzi pętla instrumentów dętych, jednocześnie niewinna i skuteczna, podkreślona we wstawkach obecnych w swoistym refrenie. Uzupełnia to sciszony głos, który powtarza nieprzerwanie słowa z tytułu. Na ten “kulejący” początek odpowiada natychmiast druga kompozycja, z riffem organowym rodem z Rodziny Addamsów i rozgniewanym, niezmiennie zniechęconym głosem. NOTABENE: “Usta” śpiewają po polsku; piszę to, żeby pokazać jak wielką wagę autor tych słów przywiązuje do tekstu piosenki. Lament wokalny przekształca się w pełną udręczenia smutną pieśń, coraz bardziej nieznością im bliżej końca utworu, a następująca trzecia ścieżka jest jakby wyzwoleniem. Rozpoczyna się cicho, wciśnięta pomiędzy dźwięki fortepianu elektronicznego i rytm wybijany jakby na blaszanej puszce. Głos odgrywa tu główną rolę: buduje melodię i prowadzi nas do otwarcia refrenu. Utwór rozwija się dalej w ten sposób, z głosem jako mistrzem ceremoni, lawirującym pomiędzy dźwiękami ksylofonu i wlewającym w refren przyjemne ciepło. W zupełnie innym tonie utrzymany jest utwór czwarty. Nawiązujący stylem do dorosłego synth-popu (Visage?), z ledwo przebijającym się głosem, wysypuje się jak koraliki na elektroniczny dywan przerywany od czasu do czasu przez bardziej rytmiczne, ale i klaustrofobiczne przebłyski które przypominają z kolei kosmiczną muzykę lat siedemdziesiątych Piątą ścieżkę otwiera widmowy, przerażający riff, który przestraszyłby VNV nation (albo - czemu nie - Pornophonique). Rzecz tyczy się właśnie piosenki EBM. Postępująca gonitwa bas-syntetyzator-perkusja, przerywany zjadliwymi pętlami organów. A do tego wyjący wokalista, który - patrząc z boku - zdaje się skręcać w niesprecyzowanej wizji; jest to obraz, który nie byłby obcy w alternatywnych dyskotekach Wschodniego Berlina.Na szczęście utwór szósty powraca do trochę intymniejszego klimatu, w którym pięknie splatają się fortepian elektryczny, “nastroszona” rytmika i głos pochodzący z drugiego pokoju, prawie jakby chciał dać ostateczną lekcję rzekomym mistrzom alternatywnej szermierki jak grać muzykę w naprawdę oryginalny sposób.Ścieżka siódma to przezababne divertissement, które rozpoczyna się od wymiany fortepian-klarnet w stylu westernowego saloonu, po czym nabiera zdecydowania i tempa, zawierające dużą porcję śmiechu (jakby w hołdzie kabaretowi Zappy, który wkrada się po cichu we wszystkie utwory i wydaje się być prawdziwym źródłem inspiracji “Ust”). Nagle śmiech ustaje, atmosfera gęstnieje, a zezłoszczony głos zaczyna wydawać rozkazy, po to tylko, żeby później znowu wybuchnąć śmiechem.Utwór ósmy wraca i poszerza koncepcje zarysowane w piątej ścieżce, rozwijając je jednak w innych celach. Riff organów syntetycznych pozostaje widmowy, dołącza do niego garść nut wziętych wręcz z horroru. Mimo to wszystko kończy się refrenem dodającym praktycznie otuchy, o żywym ritmie i pogodności, ryzykując wręcz samplowanie głosu.Ścieżka dziewiąta to rzewna ballada pierwszej dekady nowego wieku: intymistyczna baza, fortepianowe arpeggio, kontrabasowe brzmienia i ciepłe momenty dęte, które tworzą impresjonistyczny obraz depresji w fazie schyłkowej.Ścieżka dziesiąta to wersja Bańki Mydlanej w wydaniu tanecznym, a utwór jedenasty to - być może zbędna - improwizacja zamykająca płytę. Archetypem jest nadal “a saucerful of secrets” sprzed czterdziestu lat. Zaczyna się niespodziewanie od zadyszki, która przywodzi na myśl bardziej natchnione fragmenty Quintorigo, ale i sami Mothers of Invention nie czuliby się - w tym jednym przypadki - obrażeni porównaniem. W tej długiej dygresji odnaleźć można wiele toposów: o Sentimental Journey Pere Ubu do marzycielskich fragmentów Television i “Sunny side up” Pink Floyd. W gruncie rzeczy ciekawe zakończenie (nawet jeśli przydługie), z pewnością nagrane live. Krótko mówiąc, muzyka “Ust” to muzyka totally XXI century. Z combo, które zawstydziłoby Architecture w Helsinkach i kawałkami które są róznorodną papką dźwięków, krążek plasuje się w czołowej dziesiątce płyt do słuchania, a utwór piąty obowiązkowo zostaje włączony do naszej kompilacji Jamendo -Party.
Album name

0
Playlist
0
Your listening history