Kutno ( LD ) - Poland
Joined : September 03, 2009
Darkthrone*, Grave, Arcturus, Doom, Vader*, Morbid Angel*, Black Sabbath*, Satyricon, Entombed*, Nocte Obducta, Lux Occulta, Obituary
Metal, Industrial, black, death, grindcore
super sympatyczne połączenie deathowego walca z ekspresją blacku i odrobiną melodyjnego gotyku,kilka utworów, których na dobrą sprawę można słuchać w nieskończoność, a i tak się nie znudzą, albumik tchnie kunsztem i przepychem w każdym calu, doskonale przemyślany i perfekcyjnie wykonany !!!
Sugerując się ugrzecznionym wizerunkiem z okładki jak dotąd skutecznie omijałem tę pozycję, aż w końcu dostąpiłem niebywałego zaszczytu obcowania z nią i wtedy porażony potęgą zacząłem recytować hymny pochwalne ku jej czci... wszystko serwowane w takim stylu, jakości i proporcjach, które najintensywniej pobudzają moją korę mózgową !!! absolutnie wyjątkowy album z grupy lektur obowiązkowych dla każdego spragnionego rasowego metalogrania !!!
Nasstępna porcja znakomitych pejzaży muzycznych, którymi wypełniam swoją atmosferę zawsze gdy chcę dać zmysłom ukojenie i otworzyć spojrzenie percepcji by móc spojrzeć dalej ponad wszechświat... autentycznie tak mnie to nastraja... magiczne granie !!!
Bez cienia pesymizmu, ani krzty cynizmu, za to cały ocean optymizmu i wiary w to że rasowe metalowe granie wciąż ma się dobrze !!!
Dużo naprawdę sympatycznej muzycznej przestrzeni znalazłem słuchając albumu i otwarcie przyznaję że 'pierwsze spotkanie' wypadło naprawdę dobrze, chociaż starałem się być jak najbardziej krytyczny !!! kawałki są spoko ogarnięte i ciekawie pomyślane, podążanie tą samą ścieżką bankowo przyniesie efekty, szkoda tylko że 'śpiewania' tak mało...
bardzo przyzwoita porcja tego co wszystkie tygrysy najbardziej lubić powinny, super soczyste, rasowe granie, porywające technicznie i energetycznie, z każdym nowym utworem pompuje adrenalinę do krwioobiegu... warto !!!
tak sobie pomyślałem, że gdyby Inkowie któży zdaje się są spowinowaceni z Infection słuchaliby takiej muzyki to z pewnością ich cywilizacja opanowałaby obydwie Ameryki...
sięgnięcie po album z taką muzyką miało być generalnie odskocznią od codziennego zażywania sporych ilości metalowych pigułek i chęcią sprawdzenia czy nazbyt ortodoksyjnym fanem łomotu nie jestem, okazało się że świetnie koi codzienne stresy, słowem coś naprawdę godnego uwagi... z pewnością nie odkryłem w sobie Braveheart'a, ale średniowiecznym klimatem jak najbardziej zapachniało ...
rzeżnia, rzeżnia i jeszcze raz rzeżnia, ktoś kto tworzy takie 'klimaty' musi pracować w ubojni dla dzikich słoni afrykańskich i codzienne kilkadziesiąt ich sztuk ćwiartować za pomocą zaostrzonych szponów, ufff !!!
po tych wszystkich peanach ku czci artysty chyba ciężko będzie mi napisać coś więcej, ale za rekomendację albumu powinien posłużyć fakt całkowitej niemożności oderwania się od niego przez kilka godzin bez przerwy, a wiem że to i tak niewiele by dostrzec wszystko co w nim drzemie !!!