Gliwice/Polska Cerekiew ( OP ) - Poland
Website : http://www.carpenoctem.pl/wordpress/pmateja
Joined : March 11, 2007
Electronic, Trip hop, Jazz, dark, doom, Metal, stoner, Classical, Folk
Trzynaście piosenek o wódce i papierosach. Słowa wypowiedziane przy intrygującym, electro-akustycznym akompaniamencie. Przy tej muzyce liście szybciej więdną, a knajpa wygląda jak dom. Słychać tu dużo - mniej lub bardziej świadomych - inspiracji kultowymi Świetlikami, ale od razu czuć, że chłopaki wiedzą co robią. To nie jest kalka, to jest nowa jakość. Album zdecydowanie warto posłuchania. Dla słów i dla muzyki.
"Dolne miasto" to nie tylko jeden z najlepszych albumów na całym Jamendo. To chyba najlepszy Polski album roku 2009. Słucham go mniej więcej od czerwca i coraz mocniej utwierdzam się w moim przekonaniu.
Mamy tu rewelacyjne połączenie historii kryminalnej opowiedzianej naprawdę dobrą mową wiązaną z muzyką pogranicza rocka, poezji śpiewanej i jazzu. Trochę do tego kabaretu, metalowego grzania. Wszystko świetnie się zazębia i otrzymujemy album bez słabego momentu.
Powinni posłuchać nie tylko wielbiciele Świetlickiego, ale po prostu dobrej muzyki. Ten album zasługuje na najwyższą uwagę.
Piękny kawałek wyciszonego folkowego grania. Oszczędnie, bo na gitarę i kobiecy głos. I to wystarcza, tu nie trzeba więcej dźwięków. Jest nastrój, melancholijny, ale ciepły. Tak jak głos, jak gitara. Ostatnio ogromnie zasłuchuję się w folkowych brzmieniach. I proszę, kolejny raz Jamendo podsunęło mi coś, co można by od razu postawić na półce w honorowym miejscu. Pudełko, a płytę do odtwarzacza. Zdecydowanie polecam.
Bardzo cieszy mnie ponowne pojawienie się albumów Brunette Models na Jamendo. Nie dość, że to muzyka najwyższych lotów, to jeszcze polska... przynajmniej częściowo.
Ambient nie jest moim ulubionym gatunkiem muzyki. Nie wgłębiałem się weń nigdy nadto, a jeśli już słucham, to tylko rzeczy, które są nadzwyczaj dobre. Na Jamendo zaliczam to tej kategorii Doca i Lenę, Lykantropicę, Alberta B. i teraz mogę dołączyć jeszcze Brunette Models.
Album ten to psychodeliczne utwory, mogące z grubsza dostać etykietkę ambientu, ale to przecież nic nie mówi. Ważny jest za to nastrój, a ten jest nadzwyczaj niepokojący i mroczny. To ścieżka dźwiękowa do zjawisk nadnaturalnych, do wizyt duchów, do tętnienia tajemnych sił natury, odwiedzin kosmitów. Tutaj budzą się starożytni bogowie, nocne mgły płyną powietrzem, z oddali dobiegają niepokojące odgłosy, błyszczą błędne ogniki. Takie są moje odczucia. Do czytania książek taka muzyka nadaje się wspaniale. Serdecznie polecam.
---
Perfect pice od dark, gloomy ambient from Poland or somewhere. Soundtrack for a night trip with ghost or something lurking in fog. For ancient cults or an alien visit. My big recomendation!
Ostatnio jakoś nie potrafię znaleźć sobie na Jamendo nic szczególnie interesujacego. Czekam na nowy album Doca, może Revolution Void, ale w międzyczasie nic mnie nie niszczy, nie powala. A tu nagle Lu-Li. Jeszcze nie jestem do końca wzięty, bo za mało tego, bo chciałbym trochę głośniejsze wokale, ale jeśli znajdzie się tu cały album, to ja padam na kolana. Będzie ten album, prawda? Jeśli miałbym kilkadziesiąt minut takiej muzyki, powiedziałbym, że polska net-muza zyskała prawdziwą gwiazdę.
Miłe te dźwięki, wychillowane, nieco glitchowe, tripowe, a przy tym lekko niepokojące. Do tego ładne teksty, przyjemny głos wokalistki. Miłe zaskoczenie.
Album ten poniewiera słuchaczem, jak szmacianą lalką. Perkusja napędza tę chorą maszynę, bas strzela jak dobre, radzieckie działo, gitara kosi, czego tamci nie zabili. Zamiast wokali sporadyczne sample, jakieś przemówienia.
Nie wiem, czy to jest metal, ani jaki. To jest maszyna do zabijania. Ciężkie, interesujące i wciągające niesamowicie.
Sebastien Gramond to na pewno wielka indywidualność na Jamendo. Opublikował tu już około stu albumów, trwających średnio 50-60 minut każdy. Do tego są to rzeczy muzycznie co najmniej bardzo dobre. Część z nich to prog rockowa psychodela z pogranicza stylów Arthura Browna i Franka Zappy, ale zaszufladkować Gramonda nie jest łatwo.
Album "My Favourite Train" to muzyka zdecydowanie bliższa jazzowi, niż rockowym odlotom. Twórca nie śpiewa tutaj, skupiając się raczej na instrumentach, wśród których - jak zawsze - królują klawisze. Ten facet potrafi na nich grać. Tak samo jest z perkusją i innymi przeszkadzajkami.
Muzyka ta nie brzmi zbyt nowocześnie. Gramond zatrzymał się gdzieś w czasach, gdy Emerson, Lake i Palmer triumfowali swymi progresywnymi dźwiękami. I to chyba dobrze, dobra muzyka broni się nawet nie w swoich czasach.
---
A great album made from jazz and psychodelic prog rock. Without singing, but close to Emerson, Lake and Palmer, or Frank Zappa.
It's great, but not very modnern music. And it's my favourite Gramond album.
Prawdziwa klasa - rewelacyjne retro electro-disco. Jest świetny bit i bardzo profesjonalne brzmienie. Właściwie nie wiem, co tu specjalnie mówić - może tyle, że świetnie by się przy tym tańczyło. Jadę dzisiaj na Off Festival i przyznam, że UltraCat pasowałoby tam idealnie zarówno pod względem gatunkowym, jak i jakościowym.
Jeden wielki minus: za mało!
I just can't wait for the rest of this album. As always lovely piano, and my favourite ambient producer.
And I hope, that Lena will sing too. "Oi Da Ne Vecher" made me waiting for her voice in a Doc album.
So I wait and wait and wait :)
Binarpilot wie jak rozbujać w człowieku wszytko od dużych paluchów u nóg, aż po zęby. Nie jestem wielkim zwolennikiem dyskotek, czy innych potańców, ale przy tym mógłbym pół nocy przeszaleć.
Inteligentna, skoczna muzyka, świetny nastrój i zdecydowanie najbardziej dojrzały materiał tego artysty. Ma charakter, ma jaja, ma talentu na kilogramy.