Beirut, Stare Dobre Małżeństwo*, Myslovitz*
Hasło "Prawie doskonały" pasuje tutaj jak ulał. Prawie - bo jedyne, czego mi brakuje, to dobrej jakości nagrania. Doskonały - bo w istocie jest to genialne połączenie świetnego, mocnego głosu z akompaniamentem chóru i orkiestry. Przypomina mi się Dżem w operze - to niesamowite, ile "zwykłe" utwory zyskują na współpracy z instrumentami kojarzonymi raczej z symfonią. I rzeczywiście, następuje tu symfonia, czyli współbrzmienie. Oby więcej takiej muzyki na Jamendo!
Zazdroszczę uczestnikom tego koncertu, bo mogę sobie tylko wyobrazić, jaka atmosfera tam panowała. :)
To nie do końca to, czego się spodziewałem. Album ma swój nastrój, dosyć przyjemny, który jednak psuje jakość wokalu i to wrażenie, jakby głos był "spłaszczony". Pierwszy kawałek dużo lepszy od drugiego i to za niego wystawiam szóstkę. Czekam na więcej, może w lepszej jakości. :)
Aż dziwne, że do tej pory nie napisałem recenzji. A mogę pisać tylko w superlatywach. Po pierwsze cieszę się, że Żywiołak zaczyna być coraz bardziej popularny. Po drugie cieszę się, że zaczęli od Jamendo i opublikowania tutaj dema. Dziś właściwie każdy bardziej zainteresowany (albo i nie) słyszał o Żywiołaku, więc nie trzeba go przedstawiać. Mogę mieć jedynie własną satysfakcję, że polubiłem go jeszcze przed wydaniem debiutanckiego albumu ;) Ci, którzy jeszcze Żywiołaka nie słyszeli - powinni zrobić to natychmiast i sami osądzić, czy zasługują na tyle pozytywnych ocen, tyle osób na koncertach, tyle rozgłosu. :)
Nie wydaje mi się, żeby ten album (utwór) należał do najlepszych na Jamendo...
Nie da się tego długo słuchać... Brzmi jak pierwsze wprawki gry na pianinie.
Szkoda, że muszę oceniać album po jednym tylko utworze; ten zaś mnie nie przekonał. Może to po prostu nie mój gust, a może słusznie wydaje mi się, że Radhika nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości. Cały czas mam nadzieję na coś lepszego.
Nie można mu właściwie niczego zarzucić; jest poprawny. Tylko że to trochę za mało, żeby chciało się tego wracać, słuchać regularnie. Wszystkie kawałki brzmią podobnie, brakuje oryginalności, urozmaicenia.
Jazz w klasycznej postaci. Profesjonalny, miły dla ucha, z pewnością godny polecenia.
Do wczoraj downtempo i triphop nie były dla mnie w żaden sposób atraktycjne. Do wczoraj, bo wtedy właśnie wsłuchałem się w ten album i zacząłem czerpać z niego przyjemność. Łagodność połączona z energią, głos i instrumenty - z elektroniką, która nie narzuca się słuchaczowi. Doceniam to, a za fakt, że "The Broken Symphony" odkrył przede mną nowe horyzonty - przyznaję dziesiątkę i dołączam ten album do swojej kolekcji. Polecam!
Brakuje mi jakiegoś wyważenia - postawienia albo na naturalność instrumentów (czyli - prawdziwe, nie cyfrowe) albo na dobrze skomponowane kawałki elektroniczne. Jedyny utwór, który mi odpowiada, to "Face our darkness" i ten mogę polecić z czystym sumieniem. Pozostałym nieco brakuje do tego, by nadawały się do słuchania... Być może dlatego, że nie zostały stworzone po to, by słuchać je na co dzień.