Zazwyczaj zespoły rockowe najpierw nagrywają kilka płyt, by później w studiu radiowym tudzież telewizyjnym zrealizować nagranie typu „unplugged”. Ekologicznie – bez prądu.
Sekstet z Linzu nagrywając „Dinner for One” poszedł pod prąd trendowi i wyłączył przestery. Efekt jest doprawdy wielce interesujący. Czerpiąc pełnymi garściami z rockowych tradycji Amity in Fame nie rezygnuje z własnego spojrzenia na muzykę. Dzięki temu słuchacz nie otrzymuje wtórnej papki w stylu „trochę z tego + trochę z tamtego = dobrze jest”.
Solidne, rockowe linie melodyczne gitar wspaniale współgrają z partiami wokalnymi. Głęboki, o intrygującej barwie, głos wokalisty efektownie uzupełniają chórki. Doprawdy powalający efekt dają duety z Judith. Naprawdę, warto poświęcić im nieco uwagi wsłuchując się w nagrania z „Dinner...”.
Jednakże tym, co sprawia, że album austriackiego zespołu przykuwa uwagę, jest współpraca pomiędzy muzykami. O ileż uboższe byłby by utwory bez partii Alexa, którego „klawisze” wzbogacają, a nie przytłaczają muzykę? I wreszcie sekcja rytmiczna – praca Romana i Willy'ego zasługuje na najwyższe uznanie. Jak mawiał mój znajomy - „przemyśl to, człowieku”.
Debiutancki album Amity in Fame zespół nagrał i zmiksował własnym sumptem. Wyszło wspaniale i jest to – jak dla mnie – obowiązkowa pozycja dla miłośników cięższego brzmienia. Naprawdę – gorąco polecam.