Właśnie za takie perełki uwielbiam Jamendo. Album rzeczony jest nieprzeciętny, najkrócej rzeczy ujmując.
Choć trudno jest mi oceniać warsztat, nie mając przygotowania muzycznego - z pewnością mogę jednak wypowiedzieć się na temat wrażenia, jakie album na mnie wywarł. A jest ono wielkie. Wokal jest tu całkiem zbędny - autorzy wyśmienicie radzą sobie z opowiadaniem historii bez użycia choćby słowa, za pomocą muzyki samej, języka uniwersalnego. Album jest zatem jak dobrze napisana książka, po prostu wciąga odbiorcę i całkowicie angażuje wyobraźnię, zabierając w podróż wykraczającą poza codzienność, chciałoby się powiedzieć, choć nie do końca od niej oderwaną. Taki spacerek pomiędzy jawą a snem.
Szczególnie polecam "Wyprawę do reszty świata" i "Znieczulające działanie codzienności" - kawałki monumentalne miejscami i bogate w całości.
Następnym razem życzyłbym sobie więcej rozmachu w kreowaniu nowych światów ;). Wspomnianej przez Przedmówcę przestrzeni - nawet poza Horyzontem zdarzeń...
Tak na marginesie - okładka, pomimo swej prostoty (choć może to właśnie dzięki niej) jest rzeczywiście intrygująca. Kojarzy mi się właśnie z takim spoglądaniem poprzez horyzont zdarzeń, za granicę rzeczywistości.
"...czego sobie i Państwu życzę." A Twórcom weny ;).