"metal black death gothic grunt" - przeczytałem pod raczej przypadkowo trafionym albumem. Acha, znowu jednostajny łomot na kilku riffach i jemioł wymiotujący na wokalu - tak, przyznaję, pomyślałem... Zapuściłem, przesłuchałem i się zakochałem. To jest ogólna ściema! Takich melodyjnych, grających w oktawie gitar dawno nie słyszałem. Do tego partie skrzypcowe i niesamowity klimat. Pobrzmiewają w tym materiale duchy najlepszych klasyków rocka, metalu, na dodatek krąży nad tym widmo muzyki klasycznej (patrz utwór drugi). Niesamowita jazda - bardzo polecam, jednak słuchajcie tego na czymś lepszym niż pierdziki od kompa! Nie wypowiem się o warstwie tekstowej - to kwestia gustu, no i oczywiście parę niedociągnięć wrażliwe ucho wyłapie, ale zaczynam właśnie przeszukiwać neta w poszukiwaniu bliższych danych o ludziach, którzy to stworzyli i niecierpliwie czekam na więcej... A w tle gra mi oczywiście Azhyria. Polecam!