Połącz się ze swoim kontem na Facebook

Uwielbiasz czy nienawidzisz? W każdym przypadku interesuje nas twoja opinia na temat albumów, które przesłuchałeś lub pobrałeś na jamendo. Poza tym pomagasz w ten sposób artystom promować ich muzykę.

Recenzje

1  2  3  4  5    »    [437]
Sortuj według
 
 
OdtwórzOdtwórz
Hungry Lucy - Glo

Hungry Lucy

Glo

25.11.09

Doskonały album. Najlepszy z tego typu muzyką na Jamendo. Nie mogę oderwać się od słuchania. Każdy utwór opowiada własną historię. Album doskonały pod każdym względem. Polecam!!!

OdtwórzOdtwórz

Genuine music

OdtwórzOdtwórz
NiPU - Tego chcę

NiPU

Tego chcę

25.11.09

Szczerze to obawiałem się, że usłyszę po raz kolejny reklamę "sprzętu elektronicznego". Tutaj przynajmniej słyszę prawdziwy wokal i prawdziwe instrumenty. Git.

OdtwórzOdtwórz
OG - 01

OG

01

25.11.09

Bardźo mi się to spodobało

OdtwórzOdtwórz

Nice album, but some of tracks r short like unfinished demos ;)
keep it up! (ang)

Niezły album, ale niektóre utwory brzmią jak niedokończone dema ;)
tak trzymać! (pl)

OdtwórzOdtwórz

Bardzo ciekawy album.

Nie chcę czepiać się spraw czysto technicznych bo nie miejsce tu na to. Podoba mi się dobór instrumentów w aranżacjach, samo ich brzmienie może nie jest idealne, ale całkiem niezłe. Album nie ma zbyt wielu utworów, ale mimo to jest bardzo różnorodny brzmieniowo i aranżacyjnie.
Słyszę tu dźwięczne brzmienie pianina, jak i acidowe synthy. Perkusja, a to akustyk, a to sample przypominające tr909. Bardzo ładna barwa głosu, jednak - tu się doczepić muszę - niekiedy za bardzo rozmyta reeverbem.

Mój faworyt to "Gdy Kochasz" :)
jg

OdtwórzOdtwórz

Album "Pantagruelik" przyciągnął moją uwagę najpierw wściekłą okładką, a następnie intrygującym zestawem tagów. I choć artyści na jamendo.com często nadużywają wolności tagowania swych albumów jak im się żywnie podoba, to w tym przypadku znajdziemy wszystko to, co tagi obiecują. A zestaw, jak już wspominałem całkiem ciekawy. I tak, zgodzić się mogę, że punk i metal mogą jeszcze dość pokojowo współistnieć na jednym albumie, lecz funk wprowadził mnie w lekki dysonans poznawczy, a gdy dodać do tego wszystkiego jazz, poczułem się już mocno zagubiony. Sprawę klaruje nieco acid; no tak, jeśli acid jazz, to można spodziewać się mieszanek różnych stylów. I rzeczywiście, utwory na "Pantagruelik" płynnie przechodzą od ciężkich metalowo-punkowych riffów do jazzowych improwizacji ("Colimacon982"), a jazzujący funk na "WaimesLand" aż razi, jeśli przed chwilą słuchało się jazzowo-punkowej mikstury w "PomZ" lub "Loop&6sens".

Przyznać muszę, że najbardziej w tym albumie ciekawiła mnie możliwość twórczego połączenia punka i jazzu. Choć styl o wdzięcznej nazwie "jazzrock" znany jest już od jakichś dwóch dekad, to jednak filozofia wyrafinowanego, złożonego i technicznie trudnego jazzu zawsze wydawała mi się zupełnie niekompatybilna z surowym, prostym i rzekomo niewymagającym wielkiego kunsztu punkiem (notabene, krążą legendy o punkowcach, którzy w zasadzie nie potrafili grać na swoich instrumentach vide skądinąd bardzo sympatyczna, choć niewolna kapela Green Jelly). Zderzenie tych dwóch stylów w wykonaniu Truculent dało jednak ciekawy efekt, płyta miejscami brzmi chropowato i nieco chaotycznie, choć być może było to zamierzone. Jeśli jesteście wielbicielami punka bądź niekonwencjonalnego jazzu, warto poświęcić parę chwil na przesłuchanie "Pantagruelika".

OdtwórzOdtwórz

"8-bit lagerfeuer" był moim pierwszym kontaktem z ośmiobitową muzyką i przyznać muszę, że na początku pomysł wydał mi się dość kuriozalny. Fakt, że piski gameboya miło kojarzą mi się z dzieciństwem, ale żeby robić z nich muzykę i do tego jeszcze rokową? Zaintrygowały mnie jednal tytuły piosenek, bo i gdzie indziej usłyszycie piosenkę o smutnym robocie czy wyznania gracza, który chce się dostać na poziom bonusowy, bo musi zebrać trochę punktów na dodatkowe życie.

I niespodzianka! Już nastrojowo wypiszczany wstęp do "Sad Robot" przekonał mnie, że "8-bit lagerfeuer" to jednak strzał w dziesiątkę. Muzycznie płyta jest zgrabnym i pomysłowym połączeniem melodyjnego rocka i "ośmiobitowej" elektroniki. Ale to jeszcze nic w porównaniu z warstwą tekstową. Osiem piosenki mówi bowiem o całkiem ważkich problemach emocjonalno-egzystencjalnych odwołując się przy tym do motywów gierczano-komputerowych. I tak zimną i okrutną kochanką, która bezwzględnie opętała, a potem porzuciła kochanka jest maszyna do gier; fatalistyczne uczucie beznadziejności ogarnia "podmiot liryczny" na widok hord obcych z grze "Space Invaders", a samotność i zagubienie jest najbardziej przejmujące, gdy samotnie błąkasz się po podziemnych lochach wypełnionych potworami. Mamy tu więc niebanalną jedność muzyki i tekstu, dźwięki gameboyowo-rockowe dźwięki towarzyszą gameboyowo-rockowym tekstom.

Zaznaczyć muszę, że nie odbieram tej płyty jako parodii czy zgrywy; jest to raczej eksperyment muzyczno-teściarski eksplorujący możliwości twórczego połączenia tradycyjnego rocka i tradycyjnych (a nawet mocno już wyświechtanych) motywów rockowej poezji z dźwiękami starych ośmiobitowców i językiem graczy. Dodam od razu, że eksperyment bardzo udany.

A dla wielbicieli rebusów zadanie: jakie znaczenie ma okładka płyty?

OdtwórzOdtwórz

Jak zwrócił już uwagę eddielive z recenzji innego albumu grupy pt. "Latroka - Recopilatorio 2008", Punkamine nie jest formacją z Mongolii, lecz z hiszpańskiego Kraju Basków (dziwnie w tym przypadku pisać "z Hiszpanii"). Przekręt z krajem pochodzenia zdaje się być chwytem marketingowym (zgodzę się z eddielive, że skutecznym), choć niewykluczone, że jest to też swego rodzaju prowokacja. Baskowie to niby duża i znana mniejszość etniczna żyjąca sobie niemal za miedzą (wszak my wszyscy z Unii!), ale sądząc po recenzjach innych użytkowników, większość osób bez problemu uwierzy, że egzotyczna euskara to język mongolski. Czyżby więc nasi unijni sąsiedzi byli nam w rzeczywistości tak odlegli jak mieszkańcy azjatyckich stepów?

Jamendowi recenzenci słusznie zwracają uwagę na podobieństwo Punkamine do Sex Pistols. Muzyka jest oldskulowo zadziorna i chropowata; żadnych postpunkowych udziwnień, żadnych wygładzeń i wymuskań, by nie razić przewrażliwionych uszu delikatnych emo-punków. Punkamine to powrót do korzeni - "Belaunaldi barria" i "Gore gerra" brzmi tak, jakby na gitarze zasuwał Sid Vicious, a Johnny Rotten, w wyniku opętania przez starobaskijskiego demona, zaczął śpiewać w euskarze. Wpływy Sex Pistols są wyraźne, ale to żaden zarzut - wszak z nich wszystkie punki i nie wspominając już o tym, że wzór zacny.

Więc do pobierania, drodzy jamendowicze - punks not dead (in Euskadi)!

OdtwórzOdtwórz

Oh! You have a potential! I'm not going crazy at the first track, but 'Last Cocktail' is a real breakout. I couldn't take my ears off it. It has a vibe. Really great! (If you could improve the ending!)

'Full Moon Dream' is a bit awkward, I must say. Although the effort can be seen. You seem to put much heart in your music.

Way to go! I'm going to have my Last Cocktail! Yea.

Ahhhh and the name, it's simply fantastic.

 

1   |   2   |   3   |   4   |   5      »      [437]
 
Jamendo Pro

Jesteś artystą?

  • Popularność : Światowa dystrybucja, tysące fanów
  • Buzz : Natychmiastowy feedback od społeczności
  • Cash : Znajdź sobie partnera i zarabiaj
>> Stwórz profil artysty i wyślij swoją muzykę