Zielona Góra ( ZG ) - Polska
Strona WWW : http://drzewiecki.zgora.pl
Rejestracja : 28 września 2006
Judging album by it's cover can get you far... I have tried this album because of picture of beautiful young woman on the cover - there was no other significant reasons to choose it from many other new albums on Jamendo; there was no style info, no catchy title, no seen before artist name. Now, after many listens to this song, I definately can say after the singer: No mówię wam, było tak świetnie zrobione, że kurczę, nie wiadomo co... (I'm telling you, it was made so great, damn!) Great job, congratulations! I can't wait for new songs.
Ten album hipnotyzuje, nawet się nie spostrzegłem, kiedy minęło mi kilka godzin z tymi dźwiękami i ciągle nie było mi dość. Momentami mrocznie, momentami niemalże dyskotekowo - ani jedno, ani drugie nie popada w przesadę. Moją uwagę w szczególności przyciągnął utwór "Quasar" - przy takim tytule nie dziwi, że jest bardzo rytmiczny. Pierwszy raz zauważyłem tak wyraźne odniesienia do wcześniejszych albumów - tu i ówdzie pobrzmiewają nuty z albumu "Red planet". No cóż, powiadają, że mężczyźni są z Marsa, a Twoja muzyka z całą pewnością jest nie z tej ziemi ;) Gratuluję - doskonała robota. Pozdrawiam serdecznie
It's definately the best album of Adult Only project. Like a good perfume it hypnotizes the listener by creating the sensuous atmosphere. Good work!
Album otwiera perełka, dźwięki "Dotyku szczęścia" naprawdę sprawiają, że chmury zdają się być pode mną, dopracowane jest tam wszystko, włącznie z pogłosem, przywodzącym na myśl pustą salę koncertową. Potem następuje ponad pół godziny dźwięków, które wprawiają mnie niemalże w trans. Już parę lat temu, właśnie przy dźwiękach "2003", nauczyłem się, że Potrafisz wedle swojej woli dowolnie zmieniać nastrój tak utworu, jak słuchacza. Poezja zaklęta w dźwięku... Ostatni utwór kojarzy mi się z euforią, chęcią do działania płynącą, tak po prostu, z serca przepełnionego szczęściem i optymizmem, gdy najtrudniejsze cele wydają się realne, gdy zaczynamy o nie walczyć. Świetny album, gratuluję!
Miła dla ucha miniaturka, niemal jak drobiazg, stawiany na półce dla ozdoby. Małe, a cieszy. Kojarzy mi się z noca, spędzoną na rozmyślaniu, w towarzystwie deszczu, padającego za oknem. Fajne. Pozdrawiam serdecznie
Mam mieszane odczucia. To może nie jest zły album... ale zdecydowanie gorszy od dwóch poprzednich, "...so life goes on" i "Red Planet". Niby słucha się go przez istotną część czasu trwania dość przyjemnie… ale reszta… biorąc pod uwagę tendencję zarysowującą się w wymienionych albumach mogłaby sprawić, że kolejnego elementu takiej serii już bym nie mógł znieść… mimo, że Twoja muzyka jest, zasadniczo rzecz biorąc, moją ulubioną. Chwilami można odnieść wrażenie, że Zaczynasz się bawić zabawkami, nie bacząc na ich brzmienie ani na słuchacza. Brzmieniem, które samo w sobie rani uszy, odgrywasz długi fragment melodii, bardzo trudnej do zniesienia. Efekt jest skrajnie zniechęcający do słuchania... całości utworu. Wiem, że ekspresja artystyczna ma swoje prawa i pewnie Cię „ciągnie” do solówek, ale jak wychodzi z tego dźwięk, który bardziej przypomina efekt awarii sprzętu niż muzykę, to trzeba sobie powiedzieć: dość. Najbardziej jaskrawym, co niestety nie oznacza, że jedynym, przykładem jest to, co się dzieje w utworze „Gift” od szesnastej minuty do końca. Podobnie wygląda sprawa z perkusją na początku utworu „Seed of hope”. Pierwsze dwadzieścia pięć sekund tego utworu to po prostu bezsensowny łomot, który męczy bardziej niż odgłosy wbijania gwoździ u sąsiada, bo te odgłosy są zazwyczaj, przynajmniej z grubsza, rytmiczne. Pierwsza minuta tego utworu nie wnosi dokładnie nic sensownego do całości. Inna sprawa, że utwory „Faith” i właśnie „Seed of hope” można skwitować jednym zwrotem: są zdecydowanie poniżej Twoich możliwości. Podobnie cały album jest poniżej średniej za kilka ostatnich lat. Sądząc po muzyce, ostatni rok w części lub całości był dla Ciebie szczególnie ciężki. W ogóle tęsknię do Twojej muzyki w stylu sprzed albumu „A new life”…
Byłem bardzo mile zaskoczony, gdy ujrzałem w noc sylwestrową nową pozycję na liście Twoich albumów na Jamendo, tym bardziej, że "nowy" album nie jest wcale nowy. Kilka lat temu w okolicach Świąt Bożego Narodzenia rozpoczynała się moja przygoda z poznawaniem Twojej muzyki, wtedy źródłem plików było mp3.wp.pl. Jednym z pierwszych utworów, na jaki zwróciłem uwagę, był "Golfstrom", fascynowało mnie umiejętne połączenie brzmień elektronicznych z dźwiękami fortepianu. Jest coś takiego w Twoich kompozycjach, że linia fortepianu zawsze przyciąga moją uwagę, bynajmniej nie tylko ze względu na to, że lubię brzmienie tego instrumentu - Masz po prostu wspaniałe pomysły na jego użycie w swoich utworach. Na "Hydrosferze" bardzo umiejętnie budujesz nastrój utworów, potrafiąc z początkowo spokojnego utworu wyprowadzić żywą, dynamiczną, ale nie przytłaczającą część. Podsumowując, publikacja "Hydrosfery" była dla mnie bardzo miłym prezentem noworocznym. Korzystając z okazji życzę szczęśliwego Nowego Roku 2009! Pozdrawiam serdecznie
To z całą pewnością jeden z najtrudniejszych Twoich albumów. Musiałem się do niego przekonać, jest bardzo wymagający. Ma natomiast jedną fantastyczną cechę: wysłuchany w całości, w spokoju i z uwagą sprawia, że staję się emocjonalnie oczyszczony. Jest to bodaj jedyny album Twojego autorstwa, który działa na mnie akurat w ten sposób. Może i dobrze, bo ceną za to emocjonalne catharsis jest właśnie ogromna trudność w odbiorze, nie chciałbym, aby wszystkie Twoje albumy były takie. Ale dobrze, że jest ten, jeden, jedyny w swoim rodzaju. Pozdrawiam serdecznie
W tym albumie zwróciło moją uwagę to, że bardzo umiejętnie Łączysz klasyczne i nowoczesne brzmienia. Cieszy mnie spora ilość partii fortepianu, bo bardzo lubię brzmienie tego instrumentu. Jednak najciekawsze jest to, że potrafisz umiejętnie spleść linię melodyczną, graną na fortepianie, z bardzo awangardowym, elektronicznym tłem, widać to szczególnie w utworze "Hello from planet Earth". Najbardziej przykuwa moją uwagę utwór "Destination Mars", błyszczy w tym utworze sekcja instrumentów perkusyjnych. Doskonałym zamknięciem płyty jest zestawienie w parę dynamicznego "Phoenix recon" z bardziej stonowanym "Return".
Biorąc pod uwagę tytuł, nie sposób oprzeć się pokusie skonfrontowania "Red Planet" z "Mars Global Inspiration". MGI wydaje się bardziej patetyczny, ale mimo to jest łatwiejszy w słuchaniu, RP ma zdecydowanie bardziej nowoczesne, niejednokrotnie ostre brzmienia, momentami niektóre utwory wydają się przeciążone, takie fragmenty są w drugiej połowie "Destination Mars" i "Hello from planet Earth". Może dlatego nad "Red Planet" przedkładam Twój poprzedni album, "...and life goes on", też przecież nie najłatwiejszy. Co by jednak nie mówić, "Red Planet" to bardzo dobry album. Raz na jakiś czas podczas podróży na Marsa można doznać przeciążenia ;) Pozdrawiam serdecznie
Jeśli miałbym wybrać jedno słowo-klucz, opisujące ten album, byłoby nim "zmaganie". Mieszasz w utworach na tej płycie dźwięki, kojarzące się z walką, gniewem i buntem, zestawiając je po chwili ze spokojnymi fragmentami, które jednak nie trwają niejednokrotnie zbyt długo... Paradoksalnie najbardziej mroczny wydaje mi się utwór, który zatytułowany jest Duchy Światłości ("Spirits of light"). Co więcej, Mieszasz nastroje nie tylko w pojedynczych utworach, ale również mroczne utwory Przeplatasz na płycie ze spokojnymi. Daje do myślenia. Cieszy mnie, że ostatni utwór, mimo tego, że odbieram go jako mroczny, Kończysz nastrojem który, co prawda, nie przywodzi na myśl poprawy sytuacji, ale raczej pogodzenie się z losem. Dobre i to - zostawia przynajmniej nutkę nadziei i poczucia sensu. Świetny, choć nie najłatwiejszy w odbiorze album. Gratuluję i pozdrawiam serdecznie.