Gliwice/Polska Cerekiew ( OP ) - Polska
Strona WWW : http://www.carpenoctem.pl/wordpress/pmateja
Rejestracja : 11 marca 2007
Elektroniczna, Trip hop, Jazz, Dark, Doom, Metal, Stoner, Klasyczna, Folk
Ostatnio mało rzeczy mnie na Jamendo zaskakuje pozytywnie. Ale ten album rzucił mnie na kolana od pierwszych nut! Rewelacyjne retro rockowe granie - lekko psychodeliczne, świetnie skomponowane piosenki. Prawdziwa klasa - gdyby się goście z Sebastianem Gramondem skumali, chyba bym oszalał z radości.
Kocham ten album za wszystko. Chore wokale, dziwaczne struktury i awangardowe pomysły zawarte w świetnych piosenkach, za rewelacyjny warsztat, za brak banału i to, że przebija większość tego, co można kupić w sklepach.
Voodoo Economics to kapela, o której koncercie marzę, której album kupiłbym z największą przyjemnością, gdybym miał okazję. Rarytas na skalę w ogóle współczesnego rocka/alternatywy.
Ten album to po prostu kawałek kapitalnego folk rockowego grania. Jest trochę lżej, niż na poprzednich krążkach, trochę też chyba ciekawiej - choć wszystkie są świetne. Co tu dużo gadać - chłopaki są z Ukrainy, grają pięknie a ludzi do słuchania jest sporo. Polecam, bo to prawdziwa perełka.
Bardzo, ale to bardzo przyjemny album z bezpretensjonalną, niemęczącą folkową nutą. Trzy uzdolnione niewiasty, przy pomocy minimalnych środków stworzyły jeden z najciekawszych darmowych albumów z folkiem, czy alternatywą. Delikatne gitary, młode i urocze głosy - czego więcej chcieć?
Dawno już nie znalazłem na Jamendo tak ekscytującego i zjawiskowego albumu. Zazwyczaj, gdy przeglądam tutejsze nowości, widzę całą masę singli i albumów trwających kilkanaście minut. Zazwyczaj nawet nie sprawdzam, czy są dobre, bo dla mnie to za krótkie, a przez to nie daje możliwości zanurzenia się w dźwiękach dogłębnie.
"Vintage" zaskakuje już od startu, gdyż trwa około siedemdziesięciu minut. I nie są to dłużące się ambientowe czy drone'owe pejzaże, ale niezwykła mieszanina muzyki kabaretowej i trip-hopu.
Na froncie wokalista o intrygującej barwie głosu i pomysłach z jednej strony bliskich grotesce The Tiger Lillies z drugiej przypomina się Mike Patton. Tło - syntetyczny teatr dziwnych trzasków, obłędnych klawiszy, gitar. Jak kolejna wariacja na temat "Alicji w krainie czarów". Kolejna, ale i jedna z ciekawszych, jakie słyszałem. Bliskie skojarzenie to album "Blood Inside" Ulvera.
Jedyne, co mogę policzyć na minus, to długość. Jednocześnie jest ona plusem, ale jednak magiczne 45 minut to długość idealna dla większości albumów. Tutaj panowie przebili to niemal o połowę.
Takie perełki na Jamendo rzadko się trafiają. Fanom muzyki, przy której czuje się, jak na mózgu powstaje rysa polecam serdecznie.
Jak słucham tego albumu, to bardzo żałuję, że panowie już nie grają. Bo takiego mocnego, siarczystego metalu nigdy nie jest za wiele. Płyta buja się potężnie, jest mroczna i brutalna, a utwory aż się proszą o wersję koncertową. Super sprawa.
Stoner w Polsce nie kwitnie może nadzwyczaj dobrze, ale jak widać, "zawsze znajdzie się iskra". Panowie grają bardzo rasowo, nowocześnie i z jajem. Muzyka oscyluje w około Orange Goblin, czy polskiego Illusion. Nie jest nowatorska czy oryginalna. Bo też nie o to chodzi. Istotny jest ogień, rock'n'roll. Tyle na temat.
A jeśli ktoś będzie miał okazję zobaczyć Wawrzyka z ekipą na żywo, to polecam. Amen.
Zarówno ten, jak i poprzednie albumy Mental Expressa to prawdziwe perełki. Można by to określić jako breakcore, jungle czy drum'n'bass. Nie znam się na tych gatunkach, ale jakoś tak to będzie.
Nie jest to muzyka do potańczenia, ani taka, przy której człowiek może się odprężyć. Stężenie szaleństwa na sekundę jest tu zbyt duże.
Ale już na przykład na słuchawki i na miasto polecam jak najbardziej. Polecam wszystkim fanom dźwięków niepokojących.
Triplexity jak zawsze rewelacyjne. Tylko dlaczego tak mało? Brzmienie tej kapeli jest na tyle unikalne i niezwykłe, że chce się więcej i więcej. A ten utwór już narobił mi niezwykłego smaku. Brzmi jeszcze lepiej niż rzeczy poprzednie. Minimalistycznie, a przy tym ma bardzo mistyczne brzmienie.
Trzynaście piosenek o wódce i papierosach. Słowa wypowiedziane przy intrygującym, electro-akustycznym akompaniamencie. Przy tej muzyce liście szybciej więdną, a knajpa wygląda jak dom. Słychać tu dużo - mniej lub bardziej świadomych - inspiracji kultowymi Świetlikami, ale od razu czuć, że chłopaki wiedzą co robią. To nie jest kalka, to jest nowa jakość. Album zdecydowanie warto posłuchania. Dla słów i dla muzyki.